Kobieto, przestań gadać!
Na temat gadulstwa kobiet napisano już wiele. Na pewno koła nie wynajdę, ale nęci mnie trochę bardziej dogłębna analiza tego zjawiska.
Kobiety mogą gadać o wszystkim. Męscy szowiniści powiedzą wręcz, że one muszą gadać. Z tematu pozornie bez znaczenia, jak wyniesienie śmieci, są w stanie stworzyć scenkę rodzajową, mały esej, w najgorszym razie kazanie.
W zasadzie nie ma możliwości, żeby kobieta widząc niewyrzucony kubeł powiedziała:
- Wynieś śmieci, proszę.
Zdecydowanie za proste. Najpierw jest więc wyrzut z elementem historycznym:
- Znowu nie wyniosłeś śmieci! Ty nigdy nie wynosisz! Przecież tyle razy cię prosiłam...
Potem granie na uczuciach:
- W ogóle cię nie obchodzi ten dom! Ani moje prośby!
Potem widzenie perspektywiczne:
- Może tu się zaśmierdzieć na amen, a ty nie zauważysz. Niedługo sąsiedzi wezwą straż miejską, żeby oczyściła dom, jak robactwo się rozlezie!
Aspekt finansowy:
- Nie stać nas na sprzątaczkę. Wszystko muszę robić sama!
I znowu na uczuciach:
- ... Nie liczysz się ze mną w ogóle... Przecież miałeś mi pomagać...
I tak w kółko.
Mężczyzna rejestruje (jeśli w ogóle!) zapewne tylko pierwsze zdanie ("Znowu nie wyniosłeś.."), które jak łatwo zauważyć, nie jest prośbą, ani poleceniem, a jedynie stwierdzeniem faktu, z czym mężczyzna nie polemizuje. Natomiast cała reszta zamienia się w nieszkodliwy szum, z którego nic nie wynika. Nie zachodzi u niego łączenie słów z emocjami, gdyż za te dwie rzeczy są odpowiedzialne różne półkule, mało ze sobą styczne.
Kobieta tego nie rozumie, gdyż to co aktualnie czuje, jest szybciutko przekazywane do części mózgu odpowiedzialnej za mówienie (tzw. części werbalnej) Mówiąc prościej: Co na sercu, to i na języku.
Z czego wynika nasza przemożna potrzeba gadania, pozostająca w opozycji do dość oszczędnego używania mowy przez mężczyzn? Każdy kto obejrzał na Youtube filmik o różnicach między naszymi mózgami, będzie to wiedział.: oczywiście, przyczyna leży w różnej budowie mózgu.
Mówiąc poważnie (na chwilę), u mężczyzn część mózgu odpowiedzialna za przestrzeń i kształt, ale także EMOCJE (prawa półkula), jest wyraźnie oddzielona od tej części, która odpowiada za zdolności językowe i kontroluje funkcje słowne (półkula lewa). Łączność między nimi jest znacznie upośledzona. W przypadku kobiet ośrodki odpowiedzialne zarówno za emocje jak i umiejętności werbalne są rozproszone po obu półkulach, które w dodatku są ze sobą bardzo sprawnie połączone.
Mówiąc brutalnie - żeby pozbawić mężczyznę jakiejś konkretnej funkcji wystarczy mu wyciąć odpowiedni kawałek mózgu. U kobiet się nie da. Zawsze jakiś inny kawałek przejmie jego zadania...(To taka dygresja, żeby pozbawić panów złudzeń, że można nas uciszyć w prosty sposób).
Badania wykazały, że im bardziej męski mózg jest zbliżony do wzorca kobiecego, tym bardziej rozproszone są jego funkcje. Mężczyźni, którzy w życiu płodowym otrzymali mniejszą niż przeciętna ilość hormonu męskiego, charakteryzują się kobiecą budową mózgu, czyli łatwiej nam znaleźć z nimi wspólny język. Dosłownie. Nie bez powodu więc uważa się, że gej najlepszym przyjacielem kobiety... (To akurat nie do końca prawda, bo wszyscy wiedzą, że PhotoShop, ale Ok.)
Różnice w budowie naszych mózgów niezmiernie utrudniają nam życie. Np. wymaganie od mężczyzny, żeby pomógł nam wypełnić w formularzu opis stłuczki samochodowej, a jednocześnie pomógł nam znaleźć najlepszy warsztat w mieście, jest z góry skazane na porażkę. Nie da się. Jego mózg jest idealnie podzielony, jak ciachnięty samurajskim mieczem. Możemy mu tylko usiąść na kolanach i pokazać formularz opisując sytuację w możliwie zwięzły sposób, ALBO obwieścić krótko:
"Kochanie, miałam mały wypadek. Sam zobacz, co jest z samochodem".
Przy czym w przypadku pierwszym trzeba mówić do lewej półkuli, czyli raczej do prawego oka, a w przypadku drugim - odwrotnie.
NIGDY JEDNOCZEŚNIE DO OBU. To jest tak samo nieskuteczne, jak próba odchudzania się metodą diety 1000 kalorii i Atkinsa naraz.
Ale dlaczego właściwie my tyle gadamy? Bo mając nieskończenie dużą ilość połączeń między prawą a lewą półkulą, wciąż doświadczamy potrzeby werbalizowania tego, co zobaczymy, usłyszymy, przeżyjemy...Tak jakbyśmy same sobie chciały opowiedzieć świat swoimi słowami. (Kiedy moja teściowa po operacji mieszkała u nas z 5 tygodni, nie przestawała do siebie mówić. Po prostu tak się przyzwyczaiła, będąc od 10 lat wdową. Miłe było jednak to, kiedy w pewnym momencie powiedziała do siebie: Haniu, przestań gadać! I trochę przestała.)
Pół biedy, kiedy jesteśmy same. Gorzej, kiedy mimowolnym słuchaczem stanie się mężczyzna...
Inaczej: Pół biedy, kiedy gadamy do siebie, nie żądając zrozumienia. Gorzej, jeśli odpytujemy faceta z wygłoszonego właśnie wykładu, bo wtedy same szukamy kłopotów.
Mężczyźni mają do perfekcji opanowane niesłyszenie tego, co do nich mówimy. Potrafią patrzeć nam w oczy, kiwać głową i NIC, ale to absolutnie NIC nie kumać! Mało tego, zahaczeni znienacka, są w stanie bezbłędnie powtórzyć ostatnie zdanie! Nic jednak z tego nie zostaje w głowie, stąd prędzej czy później nasze pretensje: "Bo ty mnie wcale nie słuchasz!"
I to nie jest prawda. On słucha, ale nie słyszy!
Innym kardynalnym błędem, jest przepowiadanie mężczyźnie całego planu dnia, z nadzieją, że on go zapamięta. Duży optymizm! Jaki bowiem związek zachodzi między porannym odprowadzeniem dziecka na zajęcia, pójściem do teściów na obiad a trzepaniem dywanu wieczorem? Żaden, więc jak to spamiętać? Po co zresztą on ma się tego uczyć na pamięć, przecież i tak usłyszy to wszystko od nas jeszcze parę razy, tylko lista będzie coraz krótsza.
Kiedy próbuję wytłumaczyć mężowi, że jutro ma pojechać np. do spółdzielni mieszkaniowej i załatwić to i to, on zwykle odpowiada: To po co mi to teraz mówisz? Powiesz mi jutro!
No fakt. Po co obciążać sobie mózg dzisiaj, skoro można to odsunąć w czasie? Przestałam więc uprzedzać, teraz działam z zaskoczenia, w ostatniej chwili i to się bardziej sprawdza.
Jeżeli mówimy za dużo, potok słów zamienia się w szum, który opływa uszy naszego partnera jak letni wiatr. Łatwo to sprawdzić prostym testem: Opowiadając obszernie swojemu mężczyźnie np. o przyjaciółce, która spodziewa się dziecka i dlatego pewnie straci pracę, ale rodzice jej pomogą i wyremontują mieszkanie itp. proszę tym samym tonem mimochodem wtrącić między słowami, że "przespałam się z twoim najlepszym kumplem" , albo "wczoraj miałam aborcję". Ciekawe, ilu panów zareaguje. Stawiam na max. 10%. Cała reszta będzie w tym momencie pogrążona w swoim pudełku nicości, z którego może ich wyrwać tylko walnięcie w głowę, albo początek meczu w TV. Bo zupełnie nie są zainteresowani losami naszej przyjaciółki...
Dlatego jeżeli mamy w domu typowego mężczyznę, któremu chcemy przekazać coś naprawdę istotnego, należy:
1. dokonać wyboru, czy bardziej zależy nam w tej chwili na jego reakcji werbalnej, wyrażeniu swoich uczuć itp., czy na konkretnym działaniu, np. wyniesieniu tych cholernych śmieci, zatankowaniu paliwa, czy pójściu z dzieckiem na spacer.
2. przygotować sobie w punktach, co istotnego mamy mu do zakomunikowania z wybranego tematu, bez żadnych wątków pobocznych, itp..
Na pewno nonsensem jest mówienie do pleców mężczyzny, którego pochłonął komputer, albo mecz. Gwarancja, że nie zrozumie absolutnie niczego, wynosi mocne 100 %.
Należy raczej podejść i spokojnie zapytać:
- Kochanie, czy mogę ci przeszkodzić na chwilę?
Kiedy powie że tak, a na dowód przeniesie na nas wzrok, należy jeszcze się upewnić:
- Czy możesz się na chwilkę skupić? Nie zajmę ci dużo czasu.
Kiedy jego wzrok ustabilizuje się na naszym obliczu a ręce oderwą się od klawiatury, można POKRÓTCE przedstawić swój problem. To jedyny sposób, żeby dotarło.
Można też użyć metody mamuta Mańka z Epoki Lodowcowej, kiedy mówił do leniwca: Patrz mi na trąbę. Powiem krótko: To i to. (przy czym to naprawdę musi być krótko. W innym przypadku nasz partner następnym razem nie da się nabrać i odpłynie myślami już przy pierwszym zdaniu).
Nie zapominamy o punkcie 1. Skupiamy się tylko na jednym aspekcie sprawy, nie na wszystkim naraz. To da nadzieję, że kiedy przyjdziemy następnym razem z inną sprawą, znowu zostaniemy USŁYSZANE, ze zrozumieniem. Pod warunkiem, że nie przyjdziemy za 5 minut, nie wolno przeginać...
Zaczęłam się zastanawiać nad kobiecym gadulstwem, kiedy kolejny raz zostałam skarcona przez mojego masażystę od stóp, że gadam podczas masażu. Kto jest na bieżąco z fragmentami mojej książki na blogu zobaczy, jak strasznie ciężko było mi się zamknąć. Pomijam fakt, że szkoda było milczeć, kiedy widujemy się rzadko, a tyle tematów leży odłogiem, bardziej jednak czułam, że skoro on ciężko pracuje nad moimi stopami, to ja przynajmniej mogę zabawiać go rozmową. Okazało się, że wręcz przeciwnie!
W zasadzie powinnam się obrazić, kiedy chciał mnie uciszyć, ale po namyśle uznałam, że może mężczyznom milczenie sprawia więcej radości, niż nam się wydaje. Że kaskady słów mogą być dla nich bardziej męczące, niż pomilczenie razem... Zresztą, jak ja miałam się na niego obrazić, kiedy dostałam taki list?:
Kiedyś zacznę eksperymentować na Twoim ciele. Znajdę w końcu ten ośrodek mowy, który Chińczycy studiowali od tysięcy lat.
To jest ten słynny punkt G, czyli GADANIE!. Mężczyźni zawsze próbowali go znaleźć..., aby go wyłączyć! Poszukiwania po wierzchu nie dały rezultatu, więc ktoś doszedł do wniosku, że trzeba szukać głębiej. Naukowcy osiągnęli już pewien sukces. Zamienili gadanie na lekko zdławiony szept, szelest głosu. Są jednak też niepokojące doniesienia, że to podobno jest grupa rozsianych punktów.
JUŻ JEDNAK JESTEŚMY BARDZO BLISKO
Na koniec cytat z Piotra Fronczewskiego z jakiejś sztuki (za Boga nie pamiętam tytułu): "Kobiety cierpią tylko w dwóch sytuacjach: kiedy rodzą i kiedy milczą... Moja żona rodziła dwa razy, za to nigdy nie milczała"...
Zostawiam pod rozwagę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz