wtorek, 12 kwietnia 2011

Ile agro jest w agroturystyce?

Ile agro jest w agroturystyce?
Pojechaliśmy na weekend do lasu. Tzn. niedokładnie do lasu, tylko do "gospodarstwa agroturystycznego" w środku lasu... Śladów "agro" długo by tu szukać, gdyż wokół nie ma kawałka pola uprawnego, aż do następnego województwa. Nie ma też krów, koni ani kur, co by usprawiedliwiało tę nazwę.
Chałupę zbudował leśniczy, a do jedzenia serwuje się tu głównie upolowaną własnoręcznie dziczyznę i grzyby. Mało to rolnicze wszystko, choć zapewne korzysta z ulg i przywilejów, które przypisane są do gospodarstw agro. Wszak ustawa z 1999 roku mówi, że "Za działalność gospodarczą nie uznaje się działalności agroturystycznej, polegającej na wynajmowaniu pokoi gościnnych w budynkach mieszkalnych położonych na terenach wiejskich osobom przebywającym na wypoczynku, jeżeli liczba wynajmowanych pokoi nie przekracza 5. Preferencja dotycząca podatku obejmuje zatem wszystkich mieszkańców terenów wiejskich, nie tylko rolników."
Inaczej mówiąc, za wynajęte pokoje, tudzież serwowane posiłki nasz "rolnik" nie płaci podatków. Żyć nie umierać! Ot, taki przykład zdolności adaptacyjnych naszych rodaków.
Zdecydowanie więc rozczaruje się ten, co pod nazwą agroturystyka oczekuje czegoś znanego z "Konopielki" czy "Awansu". Dużo się od tamtego czasu zmieniło. Kiedyś przecież w zamian za mleko prosto od krowy, jajo od dziobanej kury, czy samą kurę, a także łóżko z pierzyną, letnik musiał się trochę pomęczyć przy koszeniu trawy czy zbieraniu słomy.
Po prawdzie myślę, że jak taki letnik oderwany prosto od biurka nagle wziął się za widły czy kosę, to pewnie zdarzało się, że obciął nogi sąsiadowi, albo zastygł w pozycji zgiętej w pół, bo mu dysk wyskoczył. Być może z tego powodu rolnicy odeszli od handlu wymiennego, zastępując go zapłatą w pieniądzu, bez konieczności świadczenia usług.
Zmieniły się też ździebko warunki lokalowe. Wiejską "chałupę" zastąpiły murowane domy z łazienkami w kafelkach i w pełni wyposażoną kuchnią. A czasy kiedy pokój letnika tylko drewniane przepierzenie dzieliło od obory z żywymi krowami, jak u naszej Szpunarowej w Kościelisku, odeszły bezpowrotnie.
I chyba dobrze. W końcu i tak wielu ludzi w Europie uważa Polskę za skansen i ciemnogród. Nasze godło na EURO 2012 jest synonimem kiczu i utrwala tylko ten cepeliowski look. Teraz dojdzie nam ten dziecięcy bączek na czas naszej prezydencji w Unii...Czuję kompletną bezradność, kiedy na to patrzę. Rozumiem, że użycie mikroprocesora czy sita molekularnego jako symbolu naszej gospodarki byłoby nadużyciem, ale bączek...?
Niech więc chociaż Polska wieś zaprasza zagranicznych turystów do czystych ogrzewanych pokojów z ciepłą wodą w łazience, telewizją satelitarną i Wi-Fi.
Bo amatorów śmierdzących obór, zbiorników na gnojówkę za chałupą, sławojek na dworze i kartofli ze zsiadłym mlekiem jako wyłączne menu, chyba jest zbyt mało, żeby stać się potęgą (agro)turystyczną...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz